w puszczy chrustu
trzeszczy stos
dzika paszcza
marszczy nos
w paszczy szpaler lśniących kłów
w oczach żwawi groźny błysk
krwawe chuci szczerzą pysk
śliskich ślepi grozy chłód,
lodu chłód, zmrozić wroga
spieszy już
śródlistowie, oręża strzeż
łowczego męża odwagę wzmóż
achillesowym ramieniem dzierż
błyszczący od ros nóż
dzielnego woja Bizancjum póz
rozpurpurowi kroków wiersz
wśród gałęzi dębów i brzóz
oddech na wstrzymanie bierz
wtem przyczajenie w tygrysi skok
rozwinęło mięśni splot
w ciszy cisz
nóż we krwi u zwłok
dziki zwierz bez walki padł
jak błyskawicą ściętych drzew
pokot dusz
gdy rycerz runął nań
a gdy z futer i skór
oddechu ustąpił już duch
Tygrys, bo o nim mowa tu,
myśliwy lakonicznych zdań,
Tintoretto spożywczych fraz,
martwego ciała mas
kilogramy na siodło
cisnąwszy, ku miastu w pęd
puścił cwał
traw brocząca krew
nawozem stała się
już mury
i wrota bram
witają króla tych chwil
już wieść rozeszła się
że dziś dzik w masarni gość
kiełbas, kiełbas trzeba nam
już masarze mkną do bram
już tasaki poszły w ruch
noże skrzą nadzwyczaj dziś
kilometry kiszek pleść
smakołyków wiją nić
z nich kanapkę zrobię w mig